Chcę wszystko !

Wybory. Od zawsze miałam z nimi problem. Zwłaszcza, gdy trzeba było wybrać między opcjami, które się lekko na siebie nakładały, albo – jeszcze gorzej – wykluczały. „Wybierasz A czy B?” – na tym polegało to znienawidzone pytanie.

Chcę A i B” – brzmiała moja odpowiedź. A potem pytająca osoba śmiała się ze mnie albo łapała za czoło, wywracając oczami.

No trudno, trzeba wybrać.” „Nie można mieć wszystkiego.” „Takie jest życie, niestety.” „W życiu trzeba iść czasem na kompromis.” „Niekiedy trzeba się poświęcić.” – takie słyszałam rady. Tyle razy i od tylu osób (też autorytetów), że w końcu w nie uwierzyłam.

***

Aż tu nagle, parę dni temu, ma miejsce na pozór nic nie znaczący epizod…

Wychodząc z domu słyszę tekst piosenki, którą słyszałam milion razy wcześniej, ale nigdy nie w ten sposób. Freddie Mercury drze się na całą parę z radia „I want it all. I want it all. I want it all. And I want it now!”.

I nagle poczułam się jak Elza. Wiecie, ta, co ma tę moc. 😉 Jakby ktoś wypuścił na wolność stary kawałek mnie, który był na odsiadce za kratkami. Za innowierstwo jakieś.

Jaki, kurka wodna, kompromis?! Co oni wszyscy pieprzą za farmazony? Jakie „nie da się”? Da się, nie da się – się okaże dopiero jak zrobię.

Chciałam kiedyś napisać artykuł na ważny dla mnie temat. Potrzebowałam źródeł, materiałów. Poprosiłam o pomoc na forum. Co dostałam? „To bez sensu. Szkoda czasu. Jest już pełno takich artykułów.” Odpisałam tej pani: „O, to super! Podeślij mi proszę któryś z nich, chętnie się zainspiruję przy pisaniu swojego.”

***

Nie dajcie sobie nigdy wmówić, że takie jest życie, albo że nie można mieć wszystkiego. To są tylko czyjeś przekonania. Owszem, prawdziwe. Ale tylko dla tego, kto w nie wierzy. A Ty sprawdź sam na sobie, co działa u Ciebie. Nie bądź kopią innych. Jak ktoś podcina Ci skrzydła, straszy, albo wmawia, że sobie nie poradzisz, pokiwaj z uśmiechem głową, ale potem idź rób swoje! Przewróć się raz, drugi, trzeci, rycz, wyj z bólu, że Ci nie wyszło. Że może i  faktycznie – mieli rację. Ale dojdź do takiego wniosku sam. Skoro już musisz. Albo dojdź do wniosku, że jednak, paczpan, się dało. 😉

Bardzo lubię słowo „pokora” i to, co się za nim kryje. Fajnie jest być pokornym, pogodzonym z tym co jest. Fajnie jest nie chcieć za dużo i cieszyć się z tego co jest, w takiej pełnej akceptacji. Ale „chciejstwo” też może być zajefajne. Bo to właśnie chciejstwo napędza marzenia. Daje powera do życia, do działania.

A czy jedno na pewno wyklucza drugie? 😉