Kolorowe indyjskie historie

Specjalnie nie wiedziałam czego się spodziewać po tej wyprawie, zatem obyło się właściwie bez jakichkolwiek oczekiwań. Nigdy w Rishikesh nie byłam, a co do samych Indii to słyszałam wyłącznie sprzeczne opinie, co nie pozwalało mi wypracować nawet namiastki własnego zdania. Podobno pierwsza podróż weryfikuje czy Indie będą twoją miłością do grobowej deski, czy też powiesz „nigdy więcej!”

Szczerze mówiąc… pakując walizkę miałam w nosie, po której stronie ja się opowiem. Wolałam cieszyć się z głównych punktów wycieczki – zwłaszcza ze spotkań z Moojim i możliwością przetestowania na sobie Ajurvedy.

Poniższy tekst w większości powstał tam, na miejscu, w Indiach. Pisałam go na kolanie na kartce siedząc sobie w knajpie, w której ponoć przesiadywali kiedyś Beatlesi i też pisali. Tyle, że teksty piosenek.

1. Pierwsze wrażenie – chcę do domu!

Dzień 1

Podróż z Delhi do Rishikesh zafundowała nam pierwsze obrazki rodem z wysypiska śmieci… Wysypiska, które nie ma końca. Co mi odbiło, żeby tu w ogóle przyjechać? Czy ja nie mogę jak normalna kobieta siedzieć w domu? – Takie myśli podsuwał mi wtedy umysł żywo reagujący na cały ten bałagan. O dziwo wraz z upływem dni można do tego nieładu nie tylko przywyknąć, ale także znaleźć w nim jakąś taką harmonię. Jakby wpisany był w to miejsce.

Dzień 3

Idziesz sobie grzecznie ulicą. Mijasz krowy, bezpańskie psy, oraz – rzecz jasna – tłumy ludzi. Dosyć wysoka temperatura wymusza na tobie, żebyś nosił w ręku butelkę z wodą. Jasne. Ale woda po chwili się kończy. Zatem logika i dobre wychowanie nakazują poszukać wzrokiem jakiegoś kosza na śmieci. Rozglądasz się przez dłuższą chwilę i nic. A Hindus jeden z drugim ciskają na glebę wszystko, co popadnie. To, co widzisz nijak ma się do rzeczywistości, do jakiej przywykł twój zachodni mózg. Nie, no! Serce by ci pękło jakbyś to zrobił.. Nie wyrzucisz przecież plastykowej butelki na glebę. Ona się tu będzie dwa tysiące lat rozkładać!

Dzień 8

Uczestniczysz w spacerze z twoją grupą. Idziecie pod górę. Ciepło jak diabli, a woda ci się kończy. Kosza jak nie było przez tydzień, tak nadal nie ma. Nigdzie.

Aaaa tam! – mamroczesz pod nosem i rzucasz butelkę zdecydowanym ruchem na pobocze (…) Ale część ciebie nie chce tego pamiętać…

Rishikesh, Indie
Rishikesh, Indie
Rishikesh, Indie
Rishikesh, Indie

2. Eeeeeeeee, yyyyyyyyy ….

Moja wizyta u miejscowego astrologa wyjęła mnie z butów. Chłop ma rzeczywiście dar. Spojrzał na mnie, prześwietlił wzrokiem i tak oto rzekł: W dużym pokoju w mieszkaniu masz figurkę słonia. Pozbądź się jej. Ona ci szkodzi. Najpierw z automatu zaprzeczyłam. Jaki słoń, co pan panie mówisz?! Potem się zawahałam. A potem włosy mi stanęły dęba. Fakt. Mam figurkę słonia. Stoi tam od lat. Postanowiłam uwierzyć już we wszystko, co dalej mi powie. Na koniec dostałam zadanie domowe. Wykąp się w Gangesie. Dwa razy. Raz za siebie. Raz za swojego faceta. To da ci nową kartę w życiu, wyczyści karmę. (…)

3. Wszechobecne kontrasty

Najpierw zamoczyłam stopy. Nie, nie dam rady! – pomyślałam na początku. Nie wejdę cała. Woda w Gangesie jest pioruńsko zimna. Przynajmniej tam, gdzie ja dokonywałam ceremonii zmycia z siebie grzechów przeszłych wcieleń. 😉

Moja kąpiel w Gangesie
Moja kąpiel w Gangesie
Tutaj jak widać, już jestem bez grzechów ;)
Tutaj jak widać, już jestem bez grzechów 😉

Rytuał rytuałem, ale teraz skupię się na czymś innym. Widok tej pięknej rzeki na tle gór, skąd wypływa, zapierał dech w piersiach. Gdzie nie spojrzałam, tam materiał na pocztówkę. Nic, tylko trzaskać zdjęcia, choćby oczami.
Kto by pomyślał, że tylko kawałek dalej zobaczę jak w tej samej rzece palą zwłoki, piorą brudne gacie i myją nogi? Moja pierwsza reakcja kazała dobrze się zastanowić, czy miejsce gdzie ja się kąpałam było bliżej źródła, czy dalej od tego. Na szczęście było bliżej, co znaczy, że nurt rzeki był we właściwym kierunku. 🙂

Kontrasty były widoczne wszędzie. Wszechobecne przejawy życia przeplatały się ze śmiercią. Psy i krowy – jak już wspomniałam – były wpisane w ten obrazek. Ale zobaczyć kota to jak ujrzeć białego kruka, taka rzadkość. Pewnego dnia dostąpiłam tego zaszczytu. Wyglądał zupełnie jak moja osobista kotka i leżał sobie spokojnie pod tarasem jakiejś knajpy. Kolejnego ranka idąc poboczem znowu go zobaczyłam, tyle że już w wersji nieżywej. Do takich widoków trzeba było tam przywyknąć.

4. Fascynacja innością

Do czego jeszcze należało przywyknąć? A no do bycia celebrytą. Gdzie się nie ruszysz tam zza krzaka paparazzi. A to wszystko dzięki temu, że jesteś białoskóry. Co drugi Hindus chce mieć z tobą zdjęcie. Nie wiem po co, ale chce. Ba! Całe zdjęcia rodzinne z tobą pośrodku powstają.

Grupowe zdjęcie w święto Shivy, 7 marca
Grupowe zdjęcie w święto Shivy, 7 marca
Family Portrait? Find the odd one out.
Family Portrait? Find the odd one out.

Pamiętam jedną komiczną sytuację. Zachwycił nas (nas, czyli białych) widok małpek na drzewie. Przystajemy i robimy focie. Na fejsa. Wiadomo. Po chwili odwracamy się, a nasze plecy są fotografowane przez grupę hinduskich paparazzi. Dwa cyrki w jednym. My trzaskamy zdjęcia małpom, a Hindusi nam.

5. Siła spokoju

W Indiach po raz pierwszy na własnej skórze doświadczyłam jak to jest całkowicie puścić kontrolę i pozwolić, by się działo to, co ma się dziać. Momentami strach zaglądał mi w oczy i trzeba było się z dziadem zmierzyć.

Odgłosy głośnych klaksonów mogłyby wywołać złudne wrażenie, że wszyscy są nerwowi i bardzo się spieszą. Ale tutaj nie spieszy się chyba nikt. A zwłaszcza czas. Ludzie są jacyś wyluzowani – zarówno tubylcy jak i biali. Nie wiem, czy to klimat codziennych satsangów z Moogim to sprawił, ale wszędzie słyszy się głębokie rozmowy na egzystencjalne tematy. Pisząc ten tekst jestem świadkiem, jak chłopak podrywa dziewczynę w knajpie i w pierwszych kilku minutach rozmowy udziela jej na jakiś temat porady: „What you need to do is stop doing” – „To, co powinnaś zrobić, to zaprzestać robienia.”

Takie – proszę Was – w Rishikesh słyszy się rozmowy. Totalny chill, z nutką tajemnicy i ogromną siłą spokoju w tle.

Biali Hindusi
Biali Hindusi
Po dniu Shivy (7 marca) był Dzień Kobiet. Celebrowany przy kawie w cudownym towarzystwie. :)
Po dniu Shivy (7 marca) był Dzień Kobiet. Celebrowany przy kawie w cudownym towarzystwie. 🙂