Od lęku do miłości (II) – Jak zbudować szczęście we dwoje?

Ten artykuł jest kontynuacją tekstu „Od lęku do miłości (I) – Dlaczego boimy się kochać”, który znajduje się pod tym linkiem. A oto ciąg dalszy…

Mamy wrażenie, że nasz związek się sypie. Nawarstwiło się tyle pretensji i niedomówień, że tracimy nadzieję, że uda się go w ogóle uratować. Nie tak miało być! To miało inaczej wyglądać! Znaleźliśmy się na jakimś dziwnym rozdrożu…

Skręcisz w lewo, czy w prawo?

th f weg gabelung IIIZ tego miejsca możemy zobaczyć dwie główne drogi.

Pierwsza wiedzie w kierunku potwierdzenia tego, co już wcześniej myśleliśmy o sobie, lub świecie: np. „Nie jestem warty miłości.”, albo: „Nie ma kochających fajnych kobiet / mężczyzn. Wszyscy są już zajęci”.

Tylko dlaczego ktokolwiek miałby tam pójść i myśleć w ten sposób? Jaką mamy z tego korzyść? Otóż, potwierdzamy tym samym, że mieliśmy rację od samego początku. A ego za wszelką cenę chce mieć rację. To właśnie ego chce tam pójść.

Druga droga wymaga nieco więcej wysiłku. Trzeba bowiem przestawić swoje myślenie o sobie i świecie na „zdrowe”. Warto zacząć od przetestowania na sobie takiej myśli:

„Nigdy nie jestem smutny/zły/zraniony z powodu, z jakiego mi się wydaje, że jestem smutny/zły/zraniony.”

Jeszcze raz:

„Nigdy nie jestem smutny/zły/zraniony z powodu, z jakiego mi się wydaje, że jestem smutny/zły/zraniony.”

Duane, który wraca z pracy do domu i spóźnia się na obiad, nie przeżywa poczucia winy, dlatego, że Catherine narzeka na jego spóźnialstwo. Poczucie winy i lęk są w nim obecne od dawna i przypominają mu o dziecięcej traumie związanej z ojcem, oraz o obietnicy, jaką sobie złożył, że nigdy, przenigdy nie będzie takim mężem jak jego tata (facetem, który zawodzi kobiety na całej linii).

young happy couple in love hug in home kitchenCatherine nie jest więc powodem, dla którego Duane poczuł lęk i poczucie winy.

Tego typu trudne sytuacje i momenty kłótni możemy więc wykorzystać na przyjrzenie się swoim starym ranom. Aby jednak zmiana nastąpiła, będziemy musieli wykazać się dyscypliną i samoświadomością. Warto zauważyć, że żadna inna relacja nie daje nam tylu możliwości uzdrowienia samych siebie co bliski, romantyczny związek! Dlatego kiedy wściekasz się na ukochaną lub ukochanego, pomyśl, że w tym trudnym doświadczeniu masz szansę odkryć prawdziwy skarb. Jeśli tylko na to pozwolisz.

Trzeba jedynie złapać się na tym, żeby w bolesnej sytuacji, zamiast wybierać podróż po starych torach, zareagować i postępować inaczej niż dotychczas…

***

Wydaje nam się, że postrzegamy pewną obiektywną rzeczywistość. A prawda jest taka, że codziennie sami sobie udowadniamy czym według nas (naszych przekonań) ta rzeczywistość musi być. Innymi słowy, projektujemy swoje myśli na na bliskie osoby i sytuacje.

Duane może zinterpretować wspomnianą wyżej sytuację na różne sposoby. Może pomyśleć, że Catherine wytyka mu spóźnialstwo bo chce w nim wywołać poczucie winy (jeśli wybrał stary sposób myślenia). Albo wypomina mu, że się spóźnił, bo go kocha i tęskni za nim, a także troszczy się o niego. Nie chce, żeby się tak mocno przepracowywał i stresował. Ponieważ jest najważniejszą osobą w jej życiu… Dlaczego ta wersja miałaby nie być prawdziwa?

Niestety większość ludzi wybiera opcję pierwszą. Łatwiej jest oskarżyć kogoś innego, niż samemu wziąć odpowiedzialność za siebie. Tutaj pojawia się kolejna obietnica ego, które przekonuje nas, że przerzucenie winy na drugą osobę oznacza wyzbycie się własnej winy. A któż nie chciałby się pozbyć ciężkiego poczucia winy?

Do tego dochodzi „logika”, którą przyjmuje nasz umysł podczas kłótni lub nieporozumienia – „Jeśli tylko udowodnię, że mam rację, to będę niewinny”. To dosyć powszechna „taktyka”.

***

Wiele par na porządku dziennym, świadomie lub nie, wbija sobie „szpile”. Nikt lepiej nie zna przecież naszych czułych punktów niż nasz partner. Próbujemy siebie nawzajem ukarać za niezaspokajanie naszych potrzeb, za niespełnienie oczekiwań. Chcemy wstrząsnąć drugą osobą, ale zazwyczaj efekt jest taki, że coraz bardziej oddalamy się od siebie.

Dodatkowo, zazwyczaj na początku tak bardzo idealizujemy nasze związki i takie wielkie stawiamy oczekiwania, że trzeba by nadczłowieka, by im wszystkim sprostać. Partner ma być naszym kochankiem, przyjacielem, terapeutą, doradcą od wszystkiego, wybawcą od problemów, a nawet rodzicem czy Bogiem, który ma kochać nas dokładnie tak jak tego potrzebujemy (i do tego jeszcze się domyślić jak).

Mury obronne – proces rozbiórki

Ego obiecuje nam zatem krainę mlekiem i miodem płynącą jako synonim idealnego związku, a tymczasem z biegiem czasu jest coraz gorzej. Jak możemy wyjść z tego błędnego koła?

Tylko i wyłącznie poprzez zburzenie murów obronnych, które jako dzieci wznieśliśmy przed miłością i bliskością, z lęku żeby nie zostać znowu zranionymi. Trzeba wziąć odpowiedzialność za siebie i swoje emocje oraz otworzyć się na partnera, pokazać mu / jej swoje prawdziwe ja.

Couple quarreledCatherine może zdjąć swoją maskę przed Duane’m przyznając, że od dziecka boryka się z poczuciem, że jest nieważna. Wyznać, że w czasie trwania ich związku uważała, że rodzice ją zawiedli, więc teraz jego kolej by sprawił, żeby wreszcie czuła się ważna. Gdy jest tego świadoma, może wreszcie zwolnić go z wygórowanych oczekiwań i zwyczajnie przeprosić. Na przykład za to, że próbowała go zmieniać i kontrolować jego zachowanie. Tylko w taki sposób może zdjąć z jego barków cały ten ciężar.

On może ją natomiast przeprosić za to, że odgrywał rolę bohatera, niejako ją wykorzystując – nie mając złych intencji, ale w wierze, że poklepie go po ramieniu i udowodni mu, że jest lepszy niż inni faceci, a zwłaszcza jego tata. To w końcu nie jej zadanie, aby regularnie podbudowywać jego  niskie poczucie wartości. Mając tą świadomość, Duane może wreszcie zobaczyć jak bardzo był nieprzyjemny, gdy Catherine nie doceniała go wystarczająco (tak jak tego chciał).

Ponieważ ta pierwotna trauma, którą wiele osób nosi, wydarzyła się w bliskich relacjach z ważnymi osobami – również tam możliwe jest jej uleczenie. Potrzebna jest więź na poziomie serca i otwarcie się na drugą osobę.

Mogę być godny miłości? Naprawdę?

Jak możemy się wreszcie przekonać, że jesteśmy warci miłości i że nasze przekonania są fałszywe? Tylko dając sobie szansę na bycie pokochanymi takimi jacy jesteśmy, bez masek i murów obronnych, bez udawania kogoś innego i kontrolowania partnera poprzez poczucie winy i lęk.

Można to także zrobić samemu, zadając sobie proste pytania:

„Czy to prawda?” „Czy to prawda, że coś jest ze mną nie tak?”, „Czy to prawda, że jestem niegodny miłości?”.

Łatwo poznać, czy faktycznie uwierzyliśmy już, że jednak „zasługujemy, by nas kochano” czy też nie. W jaki sposób? Jeżeli w dalszym ciągu udajemy bohaterów, przyklejamy sobie sztuczne uśmiechy i stawiamy czyjeś potrzeby ponad swoje – oznacza to, że w głębi serca dalej kultywujemy myśl, że musimy zasłużyć na miłość.

A prawda jest taka, że zasługujesz na miłość przez sam fakt, że żyjesz i istniejesz. Nie musisz niczego nikomu udowadniać.

Co zrobić, by weszło to nam w krew? Jest tylko jedna skuteczna droga – zacząć zachowywać się w nowy, inny sposób. Jak osoba, która nie musi zabiegać o czyjąś uwagę czy uczucie. Czasem trzeba iść przez chwilę pod prąd, zanim w to uwierzymy każdą komórką ciała. Ale rzeczywistość się w końcu dostosuje do tego, w co wierzymy.

rsz_kissingMożemy także zadać sobie takie pytania: „Czy mam w sobie tyle odwagi, żeby sprawdzić, czy znowu zostanę porzucony? Czy mogę przyjąć takie wyzwanie?”. Pomoże nam to podważyć fałszywe przekonania. „Czy jestem gotowy sprawdzić, że miłość jest większa niż pomyłki lub błędy?” „Czy odważę się sprawdzić, że wszystkie dawne obietnice ego są kłamstwem?”

Warto uświadomić sobie jeszcze jedną rzecz, dotyczącą właśnie dawnych, przeszłych wydarzeń. To nie jest tak, że one są źródłem naszego dzisiejszego bólu. Ból jest bowiem wywołany naszą interpretacją tamtych wydarzeń. Warto więc udać się na „wycieczkę” w przeszłość, najlepiej do dzieciństwa, i sprawdzić jakie znaczenie przypisaliśmy poszczególnym trudnym doświadczeniom. Jak zapamiętał je nasz umysł?

Chodzi o to, żeby dotrzeć do emocji, tych najtrudniejszych, często głęboko schowanych – lęku, wstydu, złości i poczucia winy. A jednocześnie należy uważać, żeby nie wpaść w takie dualistyczne postrzeganie rzeczy: mam dobre emocje i złe emocje, mam w sobie dobrą część i złą część (ego). Tak nie jest. Największą krzywdę robimy sobie nakładając etykietki „dobre” lub „złe”.

Oto kilka przykładów: Opierając się przed uczuciem takim jak złość, odcinamy się jednocześnie od wielkiego potencjału uzdrowienia samych siebie. Tylko poprzez ponowne poczucie w pełni swoich murów obronnych możemy wprowadzić zmianę w swoim życiu. Poza tym, przecież w złości ukryta jest także energia, pasja, koncentracja i determinacja! A te wartości są bardzo ważne. Jeśli nie chcemy doświadczać złości, odcinamy się jednocześnie od wspomnianej energii do działania, od fascynacji i pasji. Z kolei rezygnując ze wstydu, rezygnujemy też w wrażliwości i współczucia.

Nie chodzi więc o to, żeby teraz wejść w ekstrema – albo wrzeszczeć w złości albo nadstawiać drugi policzek i dać się poniżać. Chodzi o to, żeby zrozumieć, że nie opłaca się odcinać od obecnych w nas uczuć, bo każde, nawet najtrudniejsze, ma swoje pozytywne strony i pełni ważną rolę, informując nas o czymś lub ostrzegając.

Warto nauczyć się korzystać z emocji w odpowiedni sposób. Po co?

By kochać lepiej. Zamiast walczyć skuteczniej.

groom gently embracing his brideNawet maski mają swoje pozytywne strony. Znajdziemy w nich elastyczność, umiejętność dopasowania się do sytuacji, umiejętność przystosowania się do nowych warunków. Nic nie jest czarne albo białe.

Poza tym sztuką jest odnajdywanie dobrych stron nawet w na pozór najgorszych emocjach, sytuacjach, czy osobach. Życie jest sekwencją wzlotów i upadków. Wtedy, kiedy ukochana osoba staje się nam bliższa, zgrzyty będą częstsze. To nieuniknione. Ale na tym właśnie polega miłość.

Niech cały ten tekst i rozważania o relacjach zamknie pięknie pasujący tutaj cytat:

„Na ogół wierzymy, że decydujemy się poślubić kogoś z miłości. Ale tak naprawdę łączymy się z kimś przysięgą małżeńską, aby wspólnie uczyć się kochać”. – Yvan Amar

 

 

 


Inspiracją do napisania całego artykułu (części I i II) był wykład autorstwa Catherine i Duane’a O’Kane „Lęk przed miłością.”