Jesteś OK!

Kiedyś byłam świadkiem ciekawej rozmowy:

„Masz za duży kompleks niższości… Przeanalizuj czym on jest spowodowany… Czy dzieciństwo? Czy może ktoś cię zdominował i osłabił twoją indywidualność?” Ot takie pytania.

Osoba pytana odpowiedziała bez zawahania „Dzieciństwo”. Po czym odbiła piłeczkę swoim własnym zapytaniem: „Co z tego, że mam tego świadomość?” – i tu można by wyciągnąć kilka wątków nadających się do terapii i takie tam.

Odpowiedź brzmiała następująco:

„Olej czyjś wpływ na swoje dzieciństwo. Zostaw to za sobą jak odchody, które co dzień wydalasz i ich nie pamiętasz.”

Uderzyła mnie ta prostota zawarta w odpowiedzi. Po prostu zwyczajnie olej to i po sprawie. Bez konieczności chodzenia do terapeuty i wałkowania tego wszystkiego raz jeszcze. Bo przeszłość to tylko obraz zapamiętany w umyśle. On dzisiaj już nic nie znaczy, więc po co go wyświetlać wciąż na nowo? Czy do kina też wielokrotnie chodzimy na ten sam film?

***

Pisałam też kiedyś tekst o prawie przyciągania, a dokładniej o tym dlaczego czasem może się wydawać, że ono nie działa. Takie moje własne, nie udowodnione w żaden fachowy sposób przemyślenia. Doszłam wtedy do wniosku, że zanim zaczniemy coś kreować, musimy od stanu poczucia braku przejść przez coś, co na własny użytek nazwałam „wyzerowaniem”. To tak jakby z miejsca na „minusie” dojść do „plusa” najpierw mierząc się z punktem „zero”. Albo jakby z zapuszczonego kawałka ziemi pokrytej chwastami i kamieniami wyczarować piękny zadbany ogród. Przecież najpierw te chwasty trzeba wyrwać, żeby zrobić miejsce na nowe.

Podobnie jest z umysłem. Jeśli przez 30 lat żyłam z przekonaniem, że jestem kimś gorszym, z dnia na dzień nie uwierzę w przeciwieństwo typu: „Jestem cudowna”, „Wszyscy mnie doceniają”, „Ludzie kochają moje towarzystwo”, „Mam powodzenie u płci przeciwnej”, „Zasługuję na cudowny związek” i tak dalej. Przecież to brzmi jak stek wierutnych kłamstw! Lepiej zacząć od czegoś prostszego.

Jestem ok

… Choćby od tego, żeby zwyczajnie po ludzku siebie zaakceptować. Nie tam zaraz zakochiwać się w swoim odbiciu w lustrze. Ale być dla siebie tak zwyczajnie ludzkim. Przestać krytykować, obwiniać lub osądzać. Mieć dla siebie współczucie i szacunek. Tym większy, im większą głupotę zrobimy. Bo to w takich momentach właśnie potrzebujemy sami siebie najbardziej.

Tyle ode mnie na dziś.