Mamo, nie chcę być prymusem!

Richard Layard, wykładowca na uczelni School of Economics w Londynie, przeprowadził jakiś czas temu ciekawe badania na temat dobrostanu i poczucia szczęścia. Skupił się on przede wszystkim na tym, czy można przewidzieć, że nasze dziecko będzie w przyszłości szczęśliwe i odniesie sukces w dorosłym życiu.

Layard dowiódł, że nic tak nie wpływa na późniejsze odczucie szczęścia jak zdrowie emocjonalne w pierwszych kilku latach życia. Podważył on tym samym popularne przekonanie, że dobre oceny w szkole są gwarantem osiągnięcia sukcesów w dorosłym życiu. Okazuje się, że wcale nie musi tak być. Pilne, „piątkowe” dziecko nie zawsze wyrasta na szczęśliwego dorosłego, który osiąga postawione przez siebie cele.

Zdrowie psychiczne odgrywa znacznie większą rolę przy wychowaniu naszych dzieci na szczęśliwych dorosłych niż skrupulatne odrabianie lekcji bądź uczęszczanie na korepetycje czy zajęcia dodatkowe.

Choć wiele osób „podświadomie” czuje, że bycie prymusem nie jest wprost proporcjonalne do odczuwania radości w życiu, to jednak cały czas brakowało fachowych badań, które by to potwierdziły. Natomiast badania Layarda wreszcie wychodzą tej kwestii naprzeciw.

W jaki sposób rodzice mogą wspierać swoje pociechy w ich rozwoju emocjonalnym?

Okazuje się, że nie trzeba mieć wcale fachowej wiedzy na temat psychologii dziecięcej by wychować szczęśliwe dziecko, które będzie realizowało swoje cele, a także odnosiło sukcesy w życiu dorosłym. Wystarczy mieć na uwadze kilka ważnych faktów. Tutaj z pomocą przychodzi doktor Gerald Newmark – autor książki „Jak wychować dzieci w dobrym zdrowiu emocjonalnym”. Newmark wyodrębnia pięć podstawowych potrzeb, które powinny być zaspokajane na różnych etapach rozwoju dziecka, aby można było mówić o harmonijnym zdrowiu emocjonalnym, które wpływ ma nie tylko na wyniki w szkole czy pracy, ale także na relacje, bliskie związki i życie w ogóle. Mowa o potrzebie szacunku (1), poczucia, że jest się ważnym (2) i akceptowanym w najbliższym otoczeniu (3), a także o poczuciu przynależności do grupy (4) i potrzebie poczucia bezpieczeństwa (5).

(1) Maluchowi czy młodzieży – też szacunek się należy

Co tu dużo mówić – sprawa wydaje się dosyć oczywista. Każde dziecko pragnie czuć, że jest szanowane. Jak zatem nauczyć szacunku i sprawić, by dziecko tak właśnie się czuło? Newmark twierdzi, że najlepszą drogą jest być samemu dobrym przykładem. Unikanie sarkazmu, umniejszania, łamania obietnic, ćwiczenie umiejętności słuchania co druga osoba (partner, dziecko) ma do powiedzenia, a także umiejętność przyznania się do błędu. Szacunku można uczyć także poprzez trenowanie zwrotów „proszę”, „dziękuję” „przepraszam” oraz poprzez szanowanie przedmiotów, za które dziecko jest odpowiedzialne. Możemy na przykład zapytać swoją pociechę: Jak możesz zadbać o swój telefon komórkowy lub ulubioną zabawkę? i koniecznie wziąć pod uwagę jej pomysły.

(2) Okaż dziecku, że liczysz się z jego zdaniem

„Dzieci i ryby głosu nie mają” – wmawiano nam przed laty, żebyśmy nie przeszkadzali dorosłym jak zajęci są rozmową z innymi dorosłymi. Badania pokazują, że tego typu zachowanie ze strony najbliższych nam osób – naszych rodziców – to dla nas jasny komunikat, że jesteśmy kimś nieważnym a nasze potrzeby i to co mamy do powiedzenia są nieistotne. Tego typu – wydawałoby się błahe sytuacje – mogą mieć ogromny wpływ na rozwój samooceny u małego człowieka.

„Jesteś kimś wartościowym. Jesteś ważny i potrzebny. Masz wpływ na to, co dla ciebie istotne”.
– Jest mnóstwo ciekawych sposobów aby pomóc dziecku wykształcić taką postawę.

Zamiast wymagać od dziecka, by było dobre z każdego przedmiotu, lepiej pomóc mu skupić się na jego mocnych stronach.

 

Samoświadomość, że jest się w czymś nieprzeciętnie dobrym i przekonanie, że nie trzeba być ekspertem od wszystkiego to pierwszy krok na drodze do zdrowej samooceny.

(3) O akceptacji. Czyli „chwast to po prostu niekochany kwiatek.”

Tutaj Newmark podkreśla znaczenie tolerancji dla indywidualności małego człowieka. W takim sensie, żebyśmy pamiętali, że dzieci nie są „mini-wersjami” swoich rodziców. Mogą mieć swoje własne zainteresowania, marzenia i gusta. A to oznacza, że warto od najmłodszych lat pytać dzieci o zdanie, i opinie oraz okazać szacunek dla ich wyborów. Można to wypracować właściwie przy okazji większości z pozoru zwykłych i błahych zabaw. Na przykład podczas wybierania gier (też takich na PC i tablety), które biorą pod uwagę personalizację – czy to przy wyborze postaci przewodniej czy też miejsca akcji naszej gry. Przykłady można mnożyć. Widać to m.in. w popularnej od lat grze The Sims, gdzie dziecko może samodzielnie decydować o wyglądzie swojego Sima, jego ubraniu, kolorze skóry, znajomych i miejscu zamieszkania.

Ucząc akceptacji, warto zainspirować się bajką o brzydkim kaczątku lub krótką animacją przygotowaną przez 6-letnią dziewczynkę zaciekawioną cytatem: „Chwast to po prostu niekochany kwiatek.” (Ella Wheeler Wilcox).

(4) Bo w grupie raźniej

Newmark nie odkrył co prawda Ameryki stwierdzając, że dzieci potrzebują poczucia przynależności – do rodziny, klasy bądź grupy przyjaciół. Zwrócił jednak przy tym uwagę na cenny fakt – że robienie wspólnie ważnych dla nas czynności zacieśnia więź między zaangażowanymi osobami. Zresztą dotyczy to nie tylko dzieci. Dlatego tak istotne jest nie tyle zorganizowanie najmłodszym czasu wolnego w ciekawy sposób (np. kupując modne gadżety, gry, zabawki), co spędzenie tego czasu wspólnie z nimi.

Sam wybór zabaw i zajęć to tutaj kwestia drugorzędna, ponieważ podstawą efektywnej nauki jest atmosfera i więzi międzyludzkie (w klasie, na podwórku, w domu).

Fajnym pomysłem, który nie nadszarpnie domowego budżetu tak bardzo jak drogie gry czy zabawki, może być praca przy wspólnym „projekcie”. Na przykład wspólne prowadzenie rodzinnego bloga, gdzie każdy z domowników może mieć swoją zakładkę (podstronę, kącik), za którą jest odpowiedzialny i gdzie może pisać o swoich zainteresowaniach, umieszczać rysunki lub opisy ciekawych wydarzeń. W Internecie aż roi się od darmowych, gotowych do użycia szablonów, które ułatwią nam zadanie od strony technicznej.

(5) Bez poczucia bezpieczeństwa ani rusz

O potrzebie bezpieczeństwa zbytnio rozwodzić się chyba nie trzeba, to raczej oczywista kwestia. Warto jednak podkreślić fakt, że – według badań psychologów – jeśli w pierwszych trzech latach życia nie zadbamy o to, żeby nasze dziecko czuło się bezpieczne – wówczas w życiu dorosłym może to skutkować brakiem zaufania do ludzi, a nawet samego siebie (zwłaszcza w kontekście brania odpowiedzialności za swoje potrzeby i decyzje).

Według doktora Newmarka, poczucie bezpieczeństwa oznacza stworzenie takich warunków rozwojowych dla dziecka oraz takiej przestrzeni, gdzie wszystkie wspomniane wyżej potrzeby będą spełnianie (szacunek, przekonanie, że jestem kimś ważnym, akceptacja indywidualności, przynależność do grupy).

Bezpieczeństwa nie da się wypracować samymi technikami. Tutaj kluczową rolę odgrywa odpowiednia postawa i świadomość dorosłych. Jakikolwiek proces nauczania w ogóle nie będzie możliwy bez zapewnienia bezpiecznego otoczenia do rozwoju.