Bajka o zepsutym zegarze

Pewnego razu zamknęłam na chwilę oczy i w wyobraźni zobaczyłam zepsuty zegar. A potem moje dłonie zaczęły swój taniec na klawiaturze. Tak właśnie powstała ta opowieść…


W starym opuszczonym domu, na ścianie strychu wisiał sobie zegar, który zgubił wahadło. Chociaż wydawało się, że zegar jakimś cudem nadal tikał, to czas w tym domu zdecydowanie stanął w miejscu.

Tik tak, tik tak.

Przez rozbite szyby można było stamtąd zobaczyć jak świat na zewnątrz tętni życiem. Słychać śpiew ptaków, odgłosy samochodów, śmiech ludzi, czuć przeróżne zapachy.

A opuszczony dom stał od lat w takim samym stanie. Na drzwiach wisiała tabliczka „Wejście zabronione”, więc każdy go omijał. Zegar pokrywał się kurzem, ściany były szare od brudu, a meble – mimo, że dawno temu okryto je ochronną folią – z roku na rok traciły swój dawny urok.

Nasz zegar – jeśli miałby duszę – byłby bardzo smutny… Chociaż kto wie? Być może ma? Może tęskni i pamięta niegdysiejszy zgiełk i rozgardiasz z czasów, gdy ktoś sobie wił rodzinne gniazdko w tych murach? Jeśli byłby żywy to chyba tylko tikanie utrzymywałoby go teraz przy życiu. Zupełnie jak wsłuchiwanie się we własny oddech – przynoszący ukojenie i nadzieję.

Tik tak, tik tak.

Pewnego razu przez rozbite okno domu wdrapał się kot. Jakiś taki chudy i zaniedbany, jakby niczyj. Stąpał delikatnie po brudnej podłodze i patrzył z zaciekawieniem w górę na tikające zakurzone pudło, które kiedyś odmierzało czas.

Mijały dni, a kot codziennie odwiedzał stary, zapomniany dom.

Pewnego razu, gdy z zamiarem kolejnych odwiedzin, zwierzę przebiegało przez ulicę, zmierzając do opuszczonego domu, zobaczył je mały chłopiec, który spacerował z rodzicami po okolicy. Chłopczyk zapragnął złapać i pogłaskać kota, ale zwierzątko uciekło, przeciskając się zgrabnie pomiędzy szczebelkami płotu. Można było zobaczyć jak biegnie przez zaniedbany ogród i wspina się po suchych pnączach winogron, aby przez okno wejść do środka.

Chłopiec zaczął płakać, a rodzice nie wiedzieli co robić. Choć po raz kolejny przeszli obojętnie obok starego domu, tak jak to robili do tej pory, ojciec chłopca nagle poczuł, że chciałby zajrzeć do środka i sprawdzić, co kryje się za tą drewnianą tabliczką z napisem „Wejście zabronione”, którą przecież widział wielokrotnie przechodząc tamtędy. W tym momencie zawrócili i udali się ostrożnie w kierunku drzwi, które – co ciekawe – przez cały ten czas były otwarte, jakby zapraszając do odwiedzin, pomimo odstraszającej tabliczki.

Kotek siedział na schodach. Można by pomyśleć, że na nich czekał. Gdy tylko przekroczyli próg domu, pobiegł do góry, pokazując im drogę na strych. Gdy cała trójka wdrapała się na zakurzone poddasze, kot ocierał się o jakiś dziwny metalowy element. Zupełnie jakby chciał przyciągnąć ich uwagę do tajemniczej rzeczy. Ojciec chłopca podniósł to dziwne coś, po czym wstał i zobaczył wiszący na ścianie zegar. Nagle zdał sobie sprawę, że trzyma w ręku brakujące wahadło, które przez cały ten czas leżało na podłodze strychu.

A chwilę potem kilka promieni słońca przedostało się przez rozbitą szybę…

Tik tak, tik tak.


O czym jest ta opowieść? O przemijaniu? O nadziei? O tym, że wszystko jest ze sobą w niesamowity sposób połączone? Czy może o tym, że nic nie dzieje się przypadkiem? Prawda jest taka, że każdy może dopatrzyć się tutaj czegoś innego. Czegoś, co będzie właściwe i cenne tylko dla niego w danym momencie. Dlatego tutaj nie ma złych odpowiedzi. Nie spodziewajcie się też przypadkowych…