“Mam dla pani złą wiadomość”

Poniższy tekst jest tłumaczeniem artykułu opublikowanego niedawno na stronie Huffington Post. Jego autorką jest Byron Katie, o której jakiś czas temu pisałam na blogu. Artykuł – choć momentami wydaje się trudny – jest moim zdaniem tak mądry i uniwersalny, że postanowiłam przełożyć go na polski i wrzucić tutaj. Poniżej znajdziecie także link do oryginału po angielsku. Miłego czytania.


Pewnego razu lekarz zalecił mi zbadać krew. Po analizie wyników, spojrzał na mnie z miną wyrażającą jedynie smutek. Powiedział, że ma dla mnie złą wiadomość; że jest mu niezmiernie przykro, ponieważ mam raka. Zła wiadomość? Nie mogłam powstrzymać się od śmiechu. Moja reakcja wprawiła lekarza w osłupienie. Nie każdy rozumie ten typ śmiechu. Później okazało się, że jednak nie mam raka, i to także była dobra informacja.

rsz_zla-wiadomosc2Tak naprawdę nie możemy prawdziwie kochać życia, dopóki nie pokochamy swojego „raka”. Nie istotne jakich symboli używamy – bieda, samotność, strata… To jedynie etykietki, mówiące o tym, że coś jest albo „dobre” albo „złe” sprawiają, że zaczynamy cierpieć. Kiedyś spędzałam czas ze znajomą, która miała wielkiego guza, a lekarze dawali jej tylko kilka tygodni życia. Gdy odchodziłam od jej łóżka, powiedziała do mnie „Kocham cię”, na co ja odparłam „Wcale nie. Nie możesz mnie kochać dopóki nie pokochasz swojego guza. Wszystkie etykietki, jakie mu przypisujesz, w końcu przypiszesz i mnie. Wystarczy, że jeden raz nie dostaniesz ode mnie tego, co chcesz, albo nie zgodzę się z twoimi przekonaniami, a spojrzysz na mnie jak na swojego guza, przypisując mnie to wszystko, co kojarzy ci się z nim.” Może brzmi to może brutalnie, ale moja znajoma poprosiła mnie kiedyś, żebym zawsze mówiła jej prawdę. W jej oczach pojawiły się łzy. Dodała, że to łzy wdzięczności.

Nikt nie wie, co jest dobre, a co złe. Nikt nie wie, czym tak naprawdę jest śmierć. Może to wcale nie jest „coś”, ani nawet żadne „nic”. To czysta niewiadoma, i to uwielbiam w tym wszystkim najbardziej. Wyobrażamy sobie, że śmierć jest stanem bycia, albo stanem nicości, przez co sami siebie straszymy własnymi wymysłami. Jestem zakochana w tym, co jest. Kocham zarówno chorobę, jak i zdrowie, przychodzenie i odchodzenie, życie i śmierć. Postrzegam życie i śmierć jako sobie równe. Rzeczywistość jest dobra, a zatem i śmierć musi być dobra, czymkolwiek ona jest.

rsz_zla-wiadomosc1Dopóki nie nauczysz się postrzegać śmierci jako daru, twoja praca tutaj nie jest wykonana. Tak więc, jeśli boisz się śmierci – już wiesz, co kwestionować w pierwszej kolejności. Nic więcej nie trzeba robić. Albo wierzysz w te dziecinne historie, albo je kwestionujesz. Nie ma innego wyboru. Co takiego złego jest w umieraniu? Co wieczór przecież zamykasz oczy i zasypiasz. Niektórzy ludzie wprost nie mogą doczekać się tej części dnia. Na tym polega cały ten „wielki strach” związany z umieraniem. No chyba, że uwierzysz w myśl, że wygląda to inaczej. Zanim pojawiła się myśl, nie było niczego, nikogo – tylko spokój, który nawet sam siebie nie nazywa spokojem.

O śmierci wiem tyle, że kiedy nie ma już ratunku, kiedy wiesz, że nie przyjdzie nikt z pomocą – wtedy nie ma też strachu. Zwyczajnie nie masz nic przeciwko. Najgorszą rzeczą, która natomiast może ci się przytrafić na łożu śmierci, jest przekonanie, myśl, w którą uwierzysz. Nic gorszego niż to jeszcze się nikomu nie przytrafiło. Jeżeli więc twój doktor stawia diagnozę i mówi, że to początek końca a ty mu wierzysz, całe zagubienie znika. Nie masz już nic więcej do stracenia. Jesteś tylko ty i ten spokój.

Ludzie, którzy wiedzą, że nie ma nadziei, są wolni; decyzje nie zależą od nich. Zawsze tak było, ale niektórzy muszą doświadczyć śmierci ciała, żeby się o tym przekonać. Nic dziwnego, że niektórzy w ostatnich chwilach życia mają uśmiech na ustach. Umieranie okazuje się być wszystkim tym, czego szukali za życia: wreszcie porzucili iluzję, że mają kontrolę. Kiedy nie ma wyboru, nie ma też lęku. Nagle zdają sobie sprawę, że nic nigdy nie zostało narodzone poza snem; i nic nigdy nie umiera poza snem.

Kiedy masz tą jasność, wtedy możesz być całkowicie obecnym z człowiekiem, który umiera. Niezależnie od tego, jakiego bólu on doświadcza, nie wpływa to na twoje poczucie szczęścia. Możesz po prostu go kochać, trzymać go za rękę i opiekować się nim, ponieważ taka jest twoja natura i chcesz tego. Kiedy natomiast przychodzisz do tej osoby w lęku – to tak jakbyś uczył tego lęku: on patrzy w twoje oczy i dostaje informację, że musi być w wielkich tarapatach. Ale jeżeli przychodzisz ze spokojem, bez strachu, on popatrzy w twoje oczy i zobaczy, że cokolwiek się dzieje – jest dobre.

Oryginalny tekst po angielsku znajdziecie tutaj.