Jak odnaleźć sens, gdy nam się zapodział

Kasia Miller zapytała nas kiedyś o to, czy wiemy czego pragną kobiety. Żadna z nas, uczestniczek warsztatu, nie odgadła. Natomiast odpowiedź brzmiała: „Więcej. Duże dziewczynki chcą więcej.”

Tak sobie myślę, że poszłabym z tym dzisiaj dalej. Bo my chyba wszyscy chcemy więcej. Niezależnie od płci. Ciągle nam za mało. Zawsze coś uwiera. A jak już nie ma co uwierać, to jakaś pierdoła się znajdzie. Też tak masz?

“Przepis na lepszy nastrój w trymiga”

Takie mamy czasy. Rodzi się potrzeba i pach pach – pobieramy aplikację na smartfona, kupujemy e-booka przez Internet, albo “wygooglowujemy” jak wygląda premier Kanady, o którym tyle się mówi w mediach. Większość rzeczy faktycznie można zrobić „na wczoraj”, w tempie ekspresowym.

Ale wydaje mi się, że przez ten cały postęp jakoś po drodze zgubiliśmy umiejętność cieszenia się z upragnionych rzeczy. Z głupiego czekania na listonosza, który przyniesie nam zamówioną dwa tygodnie temu książkę z amazon.com. Z czekania na moment, kiedy wreszcie poczujemy zapach świeżego druku i zerkniemy ukradkiem na ostatnią stronę powieści, żeby wiedzieć jak się zakończy (to akurat takie moje małe dziwactwo).

 

Jak na nowo odnaleźć radość w drobnostkach w czasach kiedy wszyscy gdzieś biegną i wciąż chcą więcej?

Albert Einstein podobno powiedział, że „Są dwie drogi, aby przeżyć życie. Jedna to żyć tak, jakby nic nie było cudem. Druga to żyć tak, jakby cudem było wszystko.”

Żyj tak jakby cudem było wszystko.

Niech inni sobie robią co chcą, ale Ty nie bądź jednym z tych, którzy w wieku 70 lat pytają sami siebie: „Kiedy to życie przeleciało?”, bo to będzie oznaczało, że Ciebie w tym życiu zwyczajnie nie było.

Jesteś dzieckiem?

Nie czekaj na osiemnastkę, bo wydaje Ci się, że wtedy wszystko będzie Ci wolno.

Jesteś studentem?

Bierz z życia garściami. Nie patrz na to, że inni w tym wieku już mają własne firmy albo szczęśliwie związki, takie z potencjałem aż „do grobowej deski”.

Jesteś rodzicem?

Nie narzekaj, że nie możesz codziennie po pracy wyskoczyć na kawę i plotki ze znajomymi.

 

***

Każdy etap życia ma w sobie coś wyjątkowego. Nie dostrzeżesz skarbu, jeżeli będziesz skupiać się na brakach, albo na tym, co będzie dalej w przyszłości. Bierz z życia tyle, ile jest dostępne na dany moment. Zajęło mi aż 30 lat skumanie tego.

Jako dziecko, ciesz się beztroską zabaw w piaskownicy. Kanapką z pomidorem, którą mama podsuwa ci pod nos, gdy oglądasz Cartoon Network. Za x lat będziesz wspominał te czasy ze łzami wzruszenia w oczach.

Jako student, szalej ile wlezie. Jeśli zastanawiasz się, czy pojechać na wymianę studencką do Hiszpanii – pozwól, że ci doradzę – Tak, jedź. Nie żałuj za 10 lat i nie twórz w głowie scenariuszy „Co by było gdyby?”.

Jako rodzic, miej na uwadze, że Twoje dziecko nie będzie miało zawsze 3 lat i nie będzie wciąż tak słodko śpiewać przedszkolnych piosenek ani przynosić koślawych, ale rysowanych z serca, laurek.

Goniąc wciąż za „więcej”, nie widzisz co masz pod nosem.

Pierwszy z brzegu przykład. Narzekasz na swojego męża. Że nie ma takiego poczucia humoru jak sąsiad, że nie zabrał Cię na Hawaje jak mąż Moniki, że znowu śmieci nie wyniósł.

Nie, żebym nie przyznała Ci racji. On miał cholerny obowiązek sprostać tym wszystkim wymogom! 😉

A już całkiem poważnie, to zwróć uwagę, że gdy rodzi Ci się w głowie taka niepozorna, zwykła myśl: „Monika to ma fajnie z tym Piotrkiem. Na Hawaje ją zabrał.” … zazwyczaj na tej jednej myśli się nie kończy, a zaczyna się efekt kuli śniegowej. Nagle widzisz wszystko inne „złe” u Twojego – dajmy na to – Zenka. Że śmieci nie wyniesione. Że taki ponury siedzi. Że to, że tamto.

Już nie pamiętasz jak w zeszłą sobotę zrobił dla Ciebie obiad i jak przyniósł kwiaty bez okazji. Zenek jest już spisany na straty. Czyste zło. Lord Vader wśród mężów.

Gdy się skupiasz wyłącznie na „chcę więcej” (kwiatów, Hawajów, uwagi) to zazwyczaj żyjesz swoimi „ideałami”, a ginie Ci z oczu realny człowiek z krwi i kości. Ktoś, z kim zjadłaś beczkę soli i nadal jesteście razem. Ktoś, z kim możesz iść zarówno na randkę, jak i na piwo. Przyjaciel, bratnia dusza, ktoś bliski. Ktoś, kto zwyczajnie jest. Pomimo tego, że Ty też na pewno nie jesteś ideałem.

Czy ja właśnie zachęcam Cię do lenistwa albo “obniżenia lotów”?


Nie. Wcale nie mam zamiaru nikogo namawiać, żeby przymykać oczy na to, co nam nie gra, albo nas boli. Jak boli to znaczy, że coś jest nie tak i należy działać.

Po „swoje” można jednak sięgać bez całej tej szarpaniny, rozglądając się najpierw co na dzisiaj mam dostępne. Robiąc takie małe rozeznanie w sobie i dookoła siebie. Aha. Mam to i to. I tamto. Ale bardzo brakuje mi tego i tego. Wtedy można narysować mapę – gdzie chcesz się znaleźć za 5 lat.

Po co rysować mapę? Bo fajniej się żyje, gdy się ma takie swoje „Emerald City”, do którego można dążyć. Wtedy jest jakieś poczucie kierunku i sensu.

Chcenie czegoś wcale nie jest złe. Chcenie jest super, o ile nie zmienia się w uzależniający przymus albo frustrację związaną z brakiem. Zamiast więc wkurzać się, że jeszcze czegoś nie masz, zareaguj tym razem inaczej. Pomyśl:

Co z tym fantem mogę zrobić dzisiaj? A może to moje upragnione „coś” samo podejdzie, jak przestanę za tym gonić?

A jeśli nie podejdzie to czy świat się naprawdę zawali? Może przywlecze się coś innego? Wszechświat podobno nie uznaje pustki…