Kilka refleksji na temat szczęścia

A co gdyby ktoś Ci powiedział, że bycie nieszczęśliwym to nawyk? Że to jak patrzysz na świat, ludzi i problemy zależy w dużej mierze od Ciebie? A na dodatek często też działasz w taki sposób, żeby potwierdzić przed samym sobą swoje własne negatywne przekonania. Robisz to zupełnie nieświadomie, a efekt końcowy jest taki, że jesteś pewny i święcie przekonany, że to jacyś „oni” są za to odpowiedzialni, to „ona” ci to zrobiła, że to los jest niesprawiedliwy.

Sposób, w jaki postrzegasz rzeczywistość jest w dużej mierze zniekształcony przez nałożony na nią filtr Twoich myśli, przekonań i wszystkiego w co wierzysz. Na szczęście nie jest on zainstalowany na dobre. Można go zmienić. Zauważyłeś, że dzieje się zazwyczaj to czego się spodziewasz? Idziesz do sklepu i wiesz, że spotkasz tam tą marudną i nieuprzejmą ekspedientkę. Rzednie ci mina już na samym wejściu i rozmawiasz z nią tak, jakbyś chciał już mieć to spotkanie za sobą, nie ukrywając, że nie żywisz do niej żadnej sympatii. Co się dzieje? Ona odpłaca Ci tym samym. Jest nieuprzejma i naburmuszona. Czyli zachowuje się dokładnie tak, jak się tego spodziewałeś. A mówią, że do jasnowidzenia trzeba mieć dar…

Radość to także nawyk. Podobnie jak szczęście i optymizm, którego można się ponoć nauczyć – jak przekonuje z okładki swej książki Martin Seligman, „ojciec” Psychologii Pozytywnej. Jak chcesz się czuć w przeciągu najbliższych pięciu minut? Godziny? Dnia? Liczą się te emocje jakie potrafimy „wykrzesać” sami z siebie. Chcesz być radosny? To bądź! Po prostu. Badaj różne czynności, sytuacje, zdarzenia. Co wprawia Cię w stan radości? Rób tego więcej. Nikt z zewnątrz nie dostarczy Ci tego, czego już teraz nie ma w Tobie. Może pomóc Ci to jedynie wzbudzić, ale znacznie większa część jest po Twojej stronie.

Niesamowite jest to, jak różni ludzie potrafią całkowicie odmiennie reagować na identyczną sytuację. Dostajesz od swojego chłopaka kwiatka z okazji Waszej rocznicy. Co pomyślisz?

a) Ale cudownie, pamiętał!

b) Beznadzieja, tylko kwiat. To się postarał… Liczyłam na to, że się w końcu oświadczy.

Mooji powiedział tak podczas jednego z wykładów:

„Nikt nie ma mocy by Cię unieszczęśliwić. Zazwyczaj robimy to my sami. (…) W każdym momencie możemy być radośni, ale zazwyczaj wybieramy, że będziemy koncentrować się na tym, co nas unieszczęśliwia. Tak więc zatracamy swoją naturalną wrodzoną radość. Rozwiń w sobie postawę wdzięczności w stosunku do całej egzystencji. Świadomie unikaj dołujących myśli, zmartwień i problemów. Niemal natychmiast poczujesz się lepiej na duchu i w krótkim czasie zaczniesz postrzegać życie poprzez jaśniejsze, mądrzejsze i bardziej kochające oczy.”

…Innymi słowy zmieni się filtr, przez który patrzysz na otaczających Cię ludzi, świat, sprawy.

Większość cierpienia pochodzi z oporu, z bycia w opozycji do tego co jest lub się wydarza. „Tak nie powinno być!” „Jak on mógł tak powiedzieć?!” – A właśnie, że mógł tak powiedzieć, skoro to przecież zrobił. Walką z rzeczywistością niczego nie zmienimy…

Kolejną składową tego starego filtru – oprócz oporu i negatywnych przekonań – jest jeszcze przywiązanie – ale takie, które sprawia, że zafiksowujesz się za mocno na tej jednej rzeczy, albo wręcz się od niej uzależniasz. Tutaj dużo do powiedzenia ma z kolei Anthony de Mello.

Zakochałeś się i świat nagle stał się „kolorowszy” niż przedtem. Zaczynasz wierzyć, że to ona sprawia, że jesteś szczęśliwy, że to ta dziewczyna ma jakiś niewidzialny klucz do Twojego szczęścia. A zauważasz, jakie przypisałeś jej znaczenie i ważność? Widzisz całe to nie bezpieczeństwo, jakie się z tym wiąże? Wystarczy, że dziewczyna postanowi odejść – i zabierze ze sobą ten Twój kluczyk. Co wtedy? Będziesz do końca życia skazany na cierpienie i brak radości? Pewnie, że nie! Jeśli kiedyś już byłeś w takiej sytuacji to doskonale wiesz, że po okresie przeżywania straty znowu zaświeci dla Ciebie słońce. Znowu będziesz za jakiś czas szczęśliwy. I to bez udziału tamtej osoby. Zupełnie sam albo w towarzystwie innych ludzi.

Przywiązywanie zabiera też lekkość, naturalność i spontaniczność. Nadwyręża i uszkadza wolność. Tworzy przymus i napięcie. Oplata strachem każde fajne doświadczenie. Boisz się, że ktoś Ci „to coś” za chwilę odbierze, a Ty przecież chcesz żeby tak było już zawsze! Prawda jest taka, że gwarancji nie da Ci nikt. A poza tym kto wie co wydarzy się jutro? Nie wiadomo też ile jeszcze poranków przed nami. Być może za tydzień nas już tutaj nie będzie. Czy mając to na uwadze nie zmienia się perspektywa? Osho jako jeden z wielu nawołuje do życia w teraźniejszości, tłumacząc, że jeśli bieżącej chwili poświęcimy całą naszą uwagę i będziemy żyć smakując uważnie życie wszystkimi zmysłami, to każda przyszła chwila będzie niejako naturalnie wypływała z tej. I będzie podobnej jakości. Tak również tworzy się szczęśliwą przyszłość – budując ją kawałek po kawałku swoją obecnością.

Za szczęściem się nie goni, bo to za czym ścigamy, wymyka nam się zazwyczaj z rąk. Szczęście to nasz naturalny stan. Jako dzieci jesteśmy przez większość czasu pochłonięci poznawaniem świata, zafascynowani każdą chwilą. Dopiero później, wraz z wiekiem, zatracamy tą naturalną zdolność do bycia radosnymi i szczęśliwymi.

Wydaje się zatem logiczne, że aby wrócić do siebie, do swojego naturalnego stanu, trzeba usunąć wszystko to, co przez lata zaczęło zasłaniać nam nasze szczęście. Opór, maski, negatywne przekonania i przywiązania, które zahaczają o uzależnienia. Jakby to było pozbyć się tego wszystkiego, co blokuje nas przez odczuwaniem beztroskiego bycia?

…I jakby to było tak po prostu smakować każdą chwilę, dając jej swoją całkowitą uwagę, zupełnie tak jakby to była zarówno pierwsza jak i ostatnia chwila w naszym życiu?