O małym misiu, co miał duży problem

O małym misiu, co miał duży problem

Dawno, dawno temu…


…w pewnym zielonym, ukrytym w górach lesie, gdzieś z dala od świata ludzi, mieszkał sobie mały miś. Miał piękną chatkę, przytulny salonik z kuchenką, a także uroczą sypialnię z wyjściem na ogród. Wiódłby bardzo szczęśliwe życie, gdyby nie jedna trapiąca go myśl – czuł się bardzo samotny i niekochany. Kilka lat zajęło mu szukanie miłości, o której mówili mu sąsiedzi i o której czytał w książkach.

W szkole próbował być miły i uczynny. Dobrze się uczył, bo sądził, że pochwałami za naukę zjedna sobie miłość dorosłych. Ale zawsze coś nie grało.

Później wreszcie zakochał się w koleżance. Po swe misiowe uszy. Obdarowywał ją kwiatami, poświęcał całą swą uwagę. Aż wreszcie usłyszał od niej, że jest nudny i ma dać jej spokój.

Swoje złamane serce leczył w czterech ścianach domu popijając – jak to miś – nalewkę z miodu. Szybko się jednak przekonał, że smutków do końca nie utopi w trunku.

“Widocznie smutki umieją pływać?” – pomyślał.

Po jakimś czasie na myśl przyszedł mu kompletnie nowy pomysł – wyprowadzi się! Na pewno w innym miasteczku będzie szczęśliwszy niż tutaj.

Przygotowania do przeprowadzki trwały dosyć długo, mimo, że całe leśne miasteczko zaangażowało się w pomoc małemu misiowi. W dzień pomagali mu pakować rzeczy, a wieczorami oglądali zdjęcia i wspominali stare dobre czasy. Śmiechu było przy tym co nie miara. Ale nie zabrakło też łez. Takich łez wzruszenia.

Pewnego wieczoru, gdy sąsiedzi się już rozeszli do swoich domków, nagle nasz miś zrozumiał coś bardzo ważnego…

Przypomniał sobie te szczere rozmowy i sąsiedzką pomoc przy przenoszeniu rzeczy. W jednej chwili dostrzegł, że w każdym ciepłym słowie i wraz z każdym przeniesionym wspólnie kartonem – wszędzie tam ukryte jest to, czego od zawsze tak usilnie i bezskutecznie szukał.

W jednej chwili poczuł się tak bardzo kochany, że dostrzeganie przejawów miłości w każdej możliwej sytuacji stało się od teraz jego ulubioną zabawą. I nie musiał już nigdy szukać kogoś, kto obdaruje go miłością ani w tym miasteczku, ani tym bardziej w żadnym innym. Sam miał jej w sobie i dookoła siebie aż nadto. Wystarczyło, że zaczął się na niej po prostu skupiać.

Mijały dni i tygodnie. Żył sobie szczęśliwie, otoczony wspaniałymi sąsiadami. Niczego mu nie brakowało. Aż pewnego słonecznego poranka usłyszał pukanie do drzwi…

“Dzień dobry, wygląda na to, że będziemy sąsiadami, bo właśnie wprowadziłam się do domku obok…”

…Powiedziała najładniejsza misia pod słońcem i zatrzepotała rzęsami 😉

***