„TheWork” Byron Katie w praktyce

Praca Byron Katie

Todd Smith jest terapeutą i wielbicielem metody Byron Katie. Na swojej stronie opisał konkretny przypadek klientki, która zmagała się z uczuciem porzucenia i przeszywającej samotności. Na czym polegała Praca w jej przypadku? Opis tego procesu, a także wspomnienia z mojej własnej przygody z metodą TheWork znajdziecie w dzisiejszym artykule.

Jedna z moich klientek borykała się z przytłaczającymi myślami. Straciła męża i nastoletnią córkę. Mimo, że od ich śmierci minęło już dobrych parę lat, to cały czas pogrążona była w żalu i smutku, kiedy zwróciła się do mnie po pomoc.

„Zostałaś opuszczona” – Czy to prawda?

Zdecydowała się popracować nad myślą: „Zostałam opuszczona”. Wspólnie przebrnęliśmy przez serię pytań Katie. Zapytałem ją najpierw: „Czy to prawda, że zostałaś opuszczona?” Bez wahania odpowiedziała: „Tak”. Moje kolejne pytanie brzmiało więc: „Czy masz całkowitą pewność, że to prawda?”

Chwilę pomyślała i odparła: „Nie”.

Zapytana o to jak reaguje, gdy wierzy w prawdziwość tej myśli, wyjaśniła, że wycofała się z życia. Opowiedziała mi, że cały ten czas czuła się jak bezsilna ofiara, która użala się nad sobą.

Zadałem więc czwarte pytanie: „Kim byłabyś bez myśli, że zostałaś opuszczona?” Wzięła głęboki wdech i powiedziała, że byłaby zdecydowanie bardziej spokojna i beztroska.

Odwróć tę myśl

Znalazła aż trzy dowody na prawdziwość myśli, że jednak „nie została opuszczona”. Wspomniała nieustanne wsparcie napływające z każdej strony. Przypomniała sobie, jak dbała o nią jej własna rodzina w trudnych dla niej chwilach. Oraz to, jak z zewsząd dostawała listy ze słowami otuchy od ludzi, których nawet nie znała.

Concept of emerging idea for business background

 Medytując nad Pracą i przechodząc przez ten proces krok po  kroku, zdała  sobie sprawę, że kompletnie nie doceniała pomocy  innych. Dopiero teraz  mogła poczuć wdzięczność i prawdziwie  przyjąć wsparcie, które od samego  początku było na  wyciągnięcie ręki.

 Kolejnym przełomowym momentem było znalezienie  następnego  odwrócenia, które okazało się nawet bardziej  prawdziwe niż to poprzednie. Brzmiało ono „Ja opuściłam siebie”. Największy ból był schowany właśnie tutaj.

Po wykonaniu Pracy, moja klientka przyznała, że poczuła się bardziej wolna, a żal niejako samoistnie zmniejszył się.

TheWork dla opornych?

Powyższy przykład jest idealnym, książkowym wręcz przejściem przez wszystkie etapy Pracy. W moim przypadku „droga do wolności” była trochę bardziej zawiła.

Zacznijmy jednak od kilku słów wstępu. TheWork zawsze była w moim odczuciu metodą fascynującą. Był taki okres w moim życiu, że godzinami potrafiłam oglądać w internecie rozmowy Byron Katie z klientami. Na YouTubie znaleźć można mnóstwo przykładów zastosowania Pracy, w przeróżnych sytuacjach. W końcu sama zaczęłam próbować podważać swoje myśli, dzięki dostępnym na oficjalnej stronie Katie arkuszom do pracy.

Nigdy jednak do końca nie mogłam puścić stresujących myśli, mimo, że mój umysł wiedział, że trzymanie się ich jest bez sensu (a czasem wręcz destrukcyjne).

Pewnego razu Paulina, moja koleżanka z zajęć coachingowych (dużo bardziej doświadczona w temacie niż ja, uczestniczka szkoleń metodą Byron Katie) pokazała mi co to znaczy, że Praca faktycznie działa. Nigdy tego nie zapomnę, bo chyba żadne zajęcia rozwojowe nie dały mi takich efektów jak tamta rozmowa w przerwie między zajęciami.
Od dwóch dni chodziłam wściekła. Bardzo się na kimś zawiodłam, czułam się oszukana i  pominięta. Wiedziałam, że część mnie chciała poczuć się ważna, a dostała kopa w cztery  litery. Rozumiałam lekcję, ale mimo to emocje buzowały. Dosłownie.

Paula zadała mi 4 pytania. Potem zrobiłyśmy serię odwróceń. WOMEN SHOES. VECTOR ILLUSTRATIONW międzyczasie opowiedziałam jej całą historię, jak to zachowanie koleżanki-fotografki, której wyświadczyłam przysługę znajdując dla niej klientkę, wywołało we mnie atak złości. Otóż, podczas wspomnianej sesji fotograficznej ja byłam „obiektem” przebieranym, malowanym i fotografowanym, a klientka (też moja koleżanka – wizażystka, która potrzebowała zdjęć modelki do pracy dyplomowej) za wszystko zapłaciła. Czysta sytuacja. Było to w jej interesie. Natomiast w momencie, gdy zdjęcia były gotowe, fotografka powiedziała do klientki, żeby przypadkiem nie dawać mi zdjęć, bo ja muszę dodatkowo zapłacić, gdybym je chciała mieć dla siebie.

Angry villagers on the march

Byłam wściekła!

Mam nadzieję, że przedstawiona tu zawiła  sytuacja jest jednak zrozumiała, a moja złość i oburzenie są w pełni uzasadnione.

Momentem przełomowym w mojej Pracy z Paulą było jej zapytanie: „A jak ta koleżanka fotografka zareagowała, kiedy jej powiedziałaś, jak się z tym czujesz?”. Na co ja zgłupiałam i odpowiedziałam: „Ona nie ma pojęcia, że ja się już dowiedziałam o jej stanowczym zakazie”… po czym wybuchłam takim śmiechem, jak jeszcze nigdy, przenigdy w życiu. Trwało to dobre pół godziny zanim się uspokoiłam. Moi koledzy i koleżanki z zajęć coachingowych z pewnością pamiętają jak mój i Pauli śmiech przeszkadzał wtedy podczas zajęć.

Speech bubble group laughter

Co się wtedy zadziało we mnie? A no zrozumiałam, jakie to głupie i bezsensowne tak się męczyć, tak wkurzać, tak zarywać noce przez wściekłość, tak wyładowywać na innych – podczas gdy ta druga strona żyje sobie w słodkiej nieświadomości. Ba! Ja nawet nie dałam jej szansy na konfrontację, dzięki której mogło mi przecież ulżyć. Zobaczyłam bezsens tej całej sytuacji (po co ja sama siebie tak katuję?), w wyniku czego momentalnie mi przeszła cała złość. Trwało to parę sekund.

Przekonałam się, że czasem trzeba sprowadzić swoje myślenie na inne tory, think outside the box, jak się to ładnie nazywa po angielsku.

Umysł zazwyczaj reaguje na przeróżne sytuacje zawsze w podobny, znany nam sposób. Ktoś mnie zawodzi – ja się wściekam. Akcja – reakcja. Natomiast jak się go wybije z tych utartych ścieżek myślenia, to mogą zadziać się prawdziwe cuda. Tak jak u mnie.

Dlatego od siebie dodałabym jedną wskazówkę dla osób wykonujących Pracę TheWork. Nie ograniczajcie się jedynie do tych 4 głównych pytań i odwróceń. Zadawajcie sobie dodatkowe pytania, tak jakby ktoś przeprowadzał z Wami wywiad. A nuż widelec zaklika. I poczujecie ulgę.

Byron Katie sama niejednokrotnie podkreślała, że nad Pracą, pytaniami i odwróceniami się medytuje. Rzecz nie polega na tym, żeby z automatu, z głowy na nie odpowiadać. Trzeba się w nie wczuć, zobaczyć, przeżyć. Wtedy to ma sens.

Jeżeli chcecie spróbować efektów TheWork na własnej skórze, arkusze do pracy własnej znajdziecie na oficjalnej stronie Byron Katie, także w wersji po polsku.